Felietony i Porady

Hubert Woźniak Hubert Woźniak Polska branża modowa, czyli jak było na początku?

Polska branża modowa, czyli jak było na początku?

Przed nami kolejna część pasjonującej rozmowy z Dorotą Wróblewską, która miała możliwość obserwowania narodzin obecnego świata mody po przemianach ustrojowych z 1989 r. Jak wyglądała branża, gdy tacy projektanci jak Gosia Baczyńska, Maciej Zień, Teresa Rosati, czy Ewa Minge dopiero zaczynali swoją wielką przygodę, internet nie był powszechnie dostępny, a niewiele wcześniej rynek prasy ograniczał się do jednego lub dwóch magazynów? Zapraszam do lektury.

POLSKA BRANŻA MODOWA CZ. 2.

Hubert Woźniak: Jaka była polska moda lat 90.?

Dorota Wróblewska: Moda zaczęła się kształtować po bardzo trudnych i chaotycznych latach 80. Powoli tworzyła się branża i nikt nikogo nie kopiował. Naczelnym przykładem jest Joanna Klimas, która wyznaczyła trend na minimalizm. Wtedy nie można było porównywać kolekcji, bo nie było takich ,,inspiracji” jak dzisiaj, kiedy światła gasną i słychać szepty, jak to jeden projektant skopiował kurtkę czy spodnie od drugiego. Naczelni projektanci lat 90. zakreślili sobie swoje działki i tam się realizowali, osiągając mistrzowski poziom. Dopiero później przyszła moda na jedwabne sukienki i cieliste rajstopki. Zień wyznaczył ten trend, a później, gdy inni wyczuli pieniądze, zaczęli go małpować na całej linii. Prawda jest taka, że Maciej Zień był prekursorem koktajlowych sukienek. 

Dość długo skupiał się tylko na nich, co wiele osób mu wytykało.

Ale właśnie na nich zbudował swoją markę i powinien był dalej iść tą drogą. Myśląc o Zieniu, od razu mam z tyłu głowy Elie Saab. On jest polskim odpowiednikiem. Myślę, że taka specjalizacja pozwoliłaby mu utrzymać pozycję jeszcze przez wiele lat, jeśli nie do emerytury. Zabrakło biznesplanu na szerszą skalę niż atelier i butik. Powinien mieć swoją linię sukienek, ogólnodostępną na każdą kieszeń. 

Koniec lat 90., początek XXI wieku, to wysyp nazwisk, które niedługo później będą należeć do polskiej elity mody. Pojawia się Zień, Gosia Baczyńska, najpierw znana poza Warszawą, Paprocki&Brzozowski, Ewa Minge czy Teresa Rosati.

Teresa Rosati to polska Carolina Herrera. Niemniej, ona zawsze była traktowana trochę inaczej, swobodniej. Kreowała suknie wieczorowe i miała swój świat dyplomatów, ważnych i wpływowych osób. Dla nich tworzyła. Myślę, że Teresa Rosati jest bardziej pasjonatką mody niż projektantką.

Jakie były jej pokazy mody?

Pokazy Teresy Rosati odbywały się raz w roku i były jednymi z największych wydarzeń towarzyskich. Teatr Wielki, później Aula Politechniki Warszawskiej, politycy, gwiazdy i kreacje z tafty. W latach 90. było także wielu innych projektantów, którzy zaczynali swoje podboje, np. Viola Śpiechowicz – Odzieżowe Pole, czy Dorota Szumińska, która słynęła z dzianiny. 

Niedługo Ci projektanci wdrapali się na szczyt polskiej mody. Ułamek szczęścia czy talent był tak wielki, że przez wiele lat nikt nie mógł zagrozić ani nim, ani kreowaniu przez nich nadwiślańskich trendów?

Ale czy projektanci kreują trendy? Przeciwnie. Trendy wyznaczają magazyny modowe i ich redaktorki naczelne.

W Polsce też?

Tak, to jest normalne. Jeśli Pani redaktorka lubi projektanta, to go promuje w swoim magazynie. Wiele naczelnych lansuje się w sukienkach od kreatorów na bankietach – więc trudno być niewdzięcznym. Bez znaczenia jest większy czy mniejszy talent. Magazyny napompowały wielu projektantów, dając im patronaty medialne i zamykając się na nowych twórców. W polskiej branży zadziwiające jest, że wielu projektantów bryluje w mediach, ale nie mają swoich sklepów. Co to jest jeden showroom na całą Polskę? Patrząc przez pryzmat popularności, to najwięcej sklepów powinni mieć: Gosia Baczyńska, Maciek Zień czy Łukasz Jemioł, choć pamiętajmy, że ostatni z nich jest najkrócej na rynku. Oni wraz z Ewą Minge powinni mieć największe obroty wraz z całą siecią sklepów i przełożyć kreacje na biznes.Sytuacja wygląda tak, że Gosia Baczyńska ma swoje atelier i robi pokazy, ale nieregularnie. Maciek Zień zmienił strategię – na jaką, zobaczymy wkrótce, Łukasz Jemioł realizuje swoje plany – tak jak i Robert Kupisz, który do mody podchodzi najbardziej biznesowo ze wszystkich twórców. Zostaje Ewa Minge...

Która zainwestowała w sieciówkę.

I o której cały czas się mówi. Ewa Minge zawsze miała najwięcej sklepów i robi na tym biznes. Utrzymuje się na rynku wiele lat i jej pozycja się nie zmienia. 

Podobno ma jedne z największych dochodów. Ale sama Gosia Baczyńska też jest naszym fenomenem. W końcu, pierwsza polska projektantka w stałym kalendarzu Paryskiego Tygodnia Mody. Wielki talent?

Dopiero od niedawna. Czekała na to wiele lat. Przy takim potencjale, jaki posiada projektantka, powinna być na Fashion Week w Paryżu od lat. W tym momencie warto podkreślić, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, i żeby odnieść sukces w biznesie na tak poważnych imprezach, należy regularnie pokazywać swoje kolekcje. 

Tylko czy polskie realia oraz zachodnie spojrzenie na nasza modę umożliwiają szybsze wybicie się na globalnym rynku?

Faktem jest, że w październikowej edycji PFW już jej nie było. Polscy projektanci żyją ze sponsorów, a nie z tego, co zarobili. Dopóki nie zobaczymy poważnych reklam domów mody, póty nie będzie mowy o prawdziwym biznesie. Dla naszych projektantów formą reklamy jest rubryka towarzyska, sesje zdjęciowe z product placement. Jak otworzysz Vogue’a to...

650 na 700 stron reklam.

Polscy projektanci nie są postrzegani jako brand, wielkie i poważne firmy, tylko jako persona, medialna osobowość.

Jednak czy dzisiaj dla projektanta bardziej opłacalna jest reklama w magazynie o modzie czy u blogerek/szafiarek? Sucha matematyka przemawia na korzyść tych drugich.

Wszystko zależy od grupy docelowej projektanta. Jeżeli w portfolio jego firmy są tanie t-shirty i sukienki to myślę, że taka reklama nie zaszkodzi. Jednak moda na blogerki, szafiarki zaczyna się kończyć.

Mimo że nadal docierają do ogromnej liczby osób?

Tak, ale świat szafiarek też powoli znika. Zostaną i wybiją się tylko te najlepsze – pod warunkiem, że będą miały w swojej ofercie coś ciekawego. 

Szafiarki pojawiają się w projektach różnych marek czy domów mody, choćby u Łukasza Jemioła czy duetu Paprocki&Brzozowski.

Widocznie projektanci widzą w tym sens. Moda na t-shirty trwa. 

Nie zgodzę się, że tylko w projektach z tańszej linii…

Nie tylko, ale czy wtedy jest to formą reklamy? Szafiarki są czytane przez nastolatki, które nie kupują tak drogich ubrań. Jeśli ludzie mają poważne pieniądze w portfelu, to nie przeglądają tych blogów. To genialnie przekłada się w przypadku reklamy sieciówek, np. H&M, bo lajkują to trzynasto- czy piętnastolatki i one mogą sobie kupić tanie spodnie w sieciówce. Ale to nie jest forma marketingu dla renomowanych twórców, w końcu młoda dziewczyna, będąca na utrzymaniu rodziców, nie kupi sukienki za kilka tysięcy złotych. Projektanci, którzy swoją markę traktują selektywnie, mają zupełnie inne strategie. 

Skąd więc bierzemy trendy?

O to powinieneś zapytać projektantów.

 

Kolejna część rozmowy już za tydzień!

0
zdjęć
w galerii

Tylko zarejestrowani użytkownicy portalu sophisti.pl mogą komentować publikowane treści.
Jeśli posiadasz konto sophisti.pl zaloguj się aby dodać komentarz.
Posiadacze kont FB mogą korzeystać z funkcji szybkiego logowania Zaloguj przez Facebook

Treść nie była komentowana, bądź pierwszy !